Szalone chwile przed wylewem.

Kiedyś chodziłam na ścianki wspinaczkowe, na paint balla.
Kolesia w jednej rozgrywce tak przegoniłam, że koledzy do niego krzyczeli: ”Dziewczyna Cię wymija! Szybciej!”,
a on na to ”Ona ma glany, to nie fer!” .

Chciałam tyle szalonych rzeczy zrobić w swoim życiu…  Za czasów podstawówki byłam na wycieczce w Zakopanem, oczywiście wyprawa nad morskie oko. Uwielbiam tam wchodzić, potem kto był na przodzie mógł jeszcze z przewodnikiem wejść nad czarny staw. Widok z tamtego punktu nieziemski!  Była to wysokość 1583 m n.p.m. Miałam tempo zawrotne, zresztą do teraz bardzo szybko chodzę nie umiem inaczej, niczym Korzeniowski.

Teraz już nawet boję się na kłady iść.
Co będzie jak głową uderzę, bardziej mnie szarpnie lub ktoś dobije?
Nie chcę drugiego wylewu, niech coś mi pęknie. Znowu się od zera zbierać? Nie zniosłabym tego. Lubię wyzwania i chętnie je podejmuje lecz teraz to chyba niemożliwe.
Aktualnie co ja mam za rozrywkę i co można ją nazwać? Jak ja takie zwariowane rzeczy chciałam robić… Nie mogę sobie na wiele pozwolić, trzeba się cieszyć z tego co mam.
Może jeszcze przyjdzie czas na szaleństwa!

Nie mogę chyba narzekać mogło być ze mną o wiele gorzej. Przecież na początku nie chodziłam… Gdy upłynął rok po wylewie było już całkiem nieźle zaczęłam samodzielnie podróżować i nawet postanowiłam, że będę biegać. Szok dla wszystkich oczywiście. Chciałam wyjść z domu do ludzi, lubię nawet rozmowy z ekspedientkami w sklepie, z starszymi w parku. Nigdy nikogo nie traktuje źle, przynajmniej się staram. Chciałabym, aby wszyscy przy mnie czuli się dobrze i komfortowo. Niestety w moim przypadku jest to utrudnione. Myślę, że może być tylko lepiej. Gorzej chyba nie będzie.

Dodaj komentarz