Atak padaczki na targu

Targ był miejscem, którym często odwiedzałam i nagle poczułam to uczucie w lewej ręce, nagle mi ją odjęło. Szybko weszłam do jakiejś budki, w której miejsca za wiele nie było. Zazwyczaj szukam miejsca, które musi być takie, aby tylko jedna lub parę osób wiedziało, że to właśnie oni, a nie nikt inny musi mi pomóc. Gdybym leżała na jakimś trawniku, gdzieś obok targu nikt by mi nie pomógł…

Każdy pomyślałby, że się narąbała lub naćpała, takie realia współczesności.

Żeby Panią ekspedientkę nie przestraszyć powiedziałam, że mi słabo i muszę usiąść. Nie było gdzie się położyć, a w takim momencie nie mogę stać. Upadek z tak wysoka i uderzenie głową nie najlepiej by się skończył. Usiadłam na skrzynce, którą mi podała. Zadzwoniłam po męża, który pracuje w Katowicach żeby szybko przyjechał, a miał do pokonania ponad 30 km. Nie mam nikogo innego, żeby mi pomógł i był bliżej.

Rodzina mi za wiele nie pomaga, wiecznie o wszystko mając wyrzuty. Wolę już od jakiegoś czasu sama sobie radzić i tam leżeć czekać na niego. Niestety wtedy napad się uogólnił. Na szczęście znalazła się jakaś pielęgniarka z zawodu na targu. Położyła mnie w bezpiecznej pozycji.

Apel do wszystkich zdrowych i chorych:

Jeżeli nie wiecie jak wygląda bezpieczna pozycja, szybko się jej nauczcie i pomóżcie osobie leżącej gdzieś na ulicy, bo komentarze narąbana nie są w większości przypadków słuszne. Niestety padaczka może każdego spotkać, więc dla swojego lub innych dobra to zróbcie.

Mąż mnie odnalazł na targu, było widać ogrom gapiów wokół budki, więc szybko mnie odnaleźli i wraz szwagrem wnieśli do auta, a potem do mieszkania na 2 piętro.

Dodaj komentarz