Ciąża i ataki padaczki

Mój przypadek był wyjątkowo drastyczny i cieszy mnie to, że personel w ligocie potrafi być taki miły. W trakcie pobytu w szpitalu jak i po jego opuszczeniu. Wiadomo, że od reguły są wyjątki, ale to tylko wyjątki.
W szczególności Pani doktor Skorupa, zawsze poświęcała nam czas i dawała dobre rady. Bardzo jej za wszystko dziękuję!
Jak leżałam na intensywnej terapii ona jako jedyna miała chwilkę, żeby przekazać jakieś informację moim bliskim.

Gdy zaszłam w ciążę także mi doradzała co robić, bo ja strasznie się obawiałam o dziecko.

Niestety podczas tego okresu napady zwiększyły częstotliwość i tylko modliłam się do Boga, aby mojemu dziecku się nic nie stało. Tylko po wystąpieniu napadu jechaliśmy na dyżurkę, żeby zrobić USG. Sprawdzaliśmy czy moja truskaweczka dalej jest ze mną. I na szczęście zawsze była, ma kochana.

W artykułach znalazłam informację, że należy zrobić badanie krwi na stężenie leku przed ciążą, aby móc go porównać z wynikiem w trakcie ciąży. Lecz żaden lekarz oczywiście nie wiedział, gdzie takie badania wykonują.

Jak szłam do lekarzy to moja wiedza nie pokrywała się z tym co mówili, ja chciałam zwiększać dawkę, a oni mówili nie. Neurolog jedyna, która się zna Pani docent Krzystanek powiedziała nam podczas ciąży, muszę zwiększyć dawkę, bo nabieram masy i mój metabolizm się zmienia. To dla mnie mniejsze zło niż napad padaczki uogólniony. Neurologów odwiedziłam wielu, większość z nich nie było w stanie odpowiedzieć na moje pytania, bądź ich odpowiedzi były przeze mnie negowane. Przecież nie ukończyłam medycyny lecz nabyłam wiedzę przez internet z artykułów naukowych lub opracowań klinicznych. Moja dawka została zwiększona do maksymalnej i już było dobrze.

Dodaj komentarz