Anastazja jestem. Łzy…

Leżę tutaj już od piętnastu lat
Nie mogę nic powiedzieć, ruszyć ręką, ani wstać
Sprawny umysł mam, jednak martwe ciało
Wszystko słyszę i czuję, po prostu wegetuję.

Pamiętasz mamo, jak tuliłaś mnie do snu?
A teraz tylko ból i pokój zawsze pełen róż
Każdego dnia, jednego tylko chcę
Błagam was, zlitujcie się i zabijcie mnie.

Nikt nie stoi, wszyscy dobrze się bawią
A może właśnie teraz
Na pewno ktoś, na pewno ktoś umiera
I w czyichś ramionach wylewa łzy
Czy pomyślałeś, że to mógłbyś być ty?

W natłoku myśli wielu chłopców miałam
I w niejedną wielką podróż wyruszyłam
Wiem, że ty naprawdę to przeżyłaś
A ja po prostu śniłam, ja po prostu śniłam

Codziennie pytam, czy kiedyś to się skończy
I nienawidzę słów: „Nic nas nie rozłączy”
Codziennie modlę się, byś zabrał mnie ze sobą
Ludzie nie mają prawa, ludzie zabić mnie nie mogą!



Aktualnie to są jedyne myśli jakie mam…
Co mnie trzyma przy życiu i dlaczego?

Nie chce się żyć, bo tracę wszystko na co kiedyś bardzo długo pracowałam. Teraz tego już nie odzyskam… Zmieniłam się.
Kiedyś byliśmy bardzo dobrze dobraną parą, dokładnie wiedziałam co powiedzieć jak się zachować przy nim i w towarzystwie. Teraz jestem nie okiełznanym kłębkiem emocji nie puszkiem okruszkiem, tylko ogromnym KŁĘBEM zwojów, nici, sznurów wijących się emocji.
Który narasta rośnie i rośnie.
Jak tylko poczuję, że ktoś mnie obraża. Często tak mam…Wydaje mi się że ktoś ze mnie drwi, bądź myśli że trzeba mi powiedzieć co trzeba robić.
Bo ja niby nie wiem.
Ojj. A wtedy to już dużo mi nie trzeba żeby nadszedł upust emocją…

Dodaj komentarz