Napad padaczki u fryzjera

Tak , tak nie kończąca się opowieść pod tytułem epilepsja…

Biedna ta moja fryzjerka, najpierw prawie mdlała, bo nie wyciągnęłam kolczyków z ucha i poprosiłam ją o to. Mam ich sporo w jednym uchu – 8. Kolejnego razu niestety wydarzyło się to…

Napady miewam lecz łagodniejsze, może dlatego że stworzono
Relsed – wlewkę doodbytniczą, jej skład (2mg diazepamu, 96% etanol, alkohol benzylowy i propylenowy). Ma bardzo szybkie działanie. Wchłania się przez błonę śluzową i napad się nie uogólnia.
Siedząc u fryzjera miałam pierwsze oznaki nadchodzącego ataku. Czyli dziwny lęk, brak czucia lewej ręki i jej mrowienie. Samoistne skręcanie się i drganie palców. Gdy tylko to odczuję biorę Relanium 5mg, aby drgawek nie było i żeby napad się nie uogólnił, kolejno wlewka jak dalej jest źle.
Gdy wzywam pogotowie, to od razu dają dożylnie 10 mg relanium. W momencie tak Cię ścina z nóg, że nie masz już kompletnie władzy nad ciałem. Po tym kombo już napady się nie uogólniają. Jakoś sobie żyję i bez uogólnionych mi lepiej wiadomo…

Wracając do tematu, byłam u fryzjera już farba na głowie i oczywiście ręka zaczęła mi szaleć. Wtedy wzięłam kombo, położyłam się na ziemi i zadzwoniłam do męża. Przyszedł po mnie i wróciliśmy do domu, oczywiście poszłam spać.
Nigdy nie jestem sama, mąż nade mną czuwa. Mój kochany…

Dodaj komentarz